Pierwsza msza

Pierwsza msza
Jakoś niepewnie sie czuję
Loading...

środa, 5 września 2012

Nauczanie Jezusa

Przez dwa dni, dziś trzeci, nie byłem „na blogu”. Zebrało się trochę zaległości.
W poniedziałek 03.09.2012 było wspomnienie św. Grzegorza.

Ewangelia była o nauczaniu Jezusa w Nazarecie i nie przyjęciu Go. Trudno być prorokiem we własnej ojczyźnie. Wielu tego doświadczało i doświadcza do dziś. Wystarczy wspomnieć Ojca Świętego Benedykta XVI, którego w Niemczech niezbyt chętnie słuchają. Jezus mówi swoim ziomkom pewną, gorzką dla nich prawdę, że są niedowiarkami. Przywołując przykłady z czasów Eliasza i Elizeusza, wskazuje na perspektywę odrzucenia Izraela, który nie rozpoznaje proroków, nie rozpozna Mesjasza a natomiast poganie przyjmą Go z wdzięcznością. Gdy ziomkowie chcą Go zabić, przechodzi między nimi, a oni w swojej zapalczywości nie są wstanie nic Mu uczynić. Nasuwa się skojarzenie z dzisiejszą rzeczywistością. Bywa, że jesteśmy bardzo mocno pewni siebie, swojej „wiary”, swojego katolicyzmu, a jednak gdy przychodzi co do czego wybieramy przemoc, wybieramy Barabasza a nie Jezusa.

We wtorek 04.09.2012 dzień powszedni.
Ewangelia o nauczaniu w synagodze w Kafarnaum i wyrzuceniu ducha nieczystego z opętanego. Interesujące może być to, że to właśnie złe duchy rozpoznają w Jezusie Mesjasza, Syna Bożego, a on zabrania im mówić. Dlaczego? Jezus chce być rozpoznanym przez naszą wiarę, mamy poprzez działanie Jezusa w naszej historii, rozpoznać w Nim Zbawiciela. Jezus chce uniknąć sensacji, nie chce aby widziano w nim Mesjasza na miarę wyobrażeń sobie współczesnych, jako zwycięskiego Króla, w rodzaju Dawida, tylko znacznie potężniejszego. Tego uczy nas poprzez swój Krzyż.

Dziś środa 05.09.2012 też dzień powszedni, choć także wspominamy (nieobowiązkowo) bł. Matkę Teresę z Kalkuty.

Dziś Ewangelii ciąg dalszy. Po nauczaniu w synagodze, w wieczór szabatowy, Jezus udaje się do domu Szymona, gdzie leży chora teściowa gospodarza. Szymon jakby nieśmiało, ale jednak prosi za nią i Jezus rozkazuje gorączce by opuściła chorą. Dwie sprawy z tum kojarzą mi się współcześnie. Po pierwsze mamy wzajemnie się wspierać, polecać czyjeś problemy Jezusowi, nie patrzeć tylko na własne interesy ale trochę dale, kto obok mnie potrzebuje mojej uwagi, mojego wsparcia. A po drugie, że Jezus zawsze w takim wypadku pochyla się nad naszymi biedami aby nas uleczyć, jednak nie tyle abyśmy zdrowi byli. Uleczenie przez Jezusa ma nas pobudzić do działania. Jezus sam zawsze jest w drodze, w działaniu i tego samego wymaga od nas, do takiej postawy nas uzdalnia. Ważne jest przy tym, że Jego nie można sobie zawłaszczyć, zatrzymać tylko dla siebie. Uleczeni mamy działać, a On idzie dalej wskazując nam drogę. Bo na to wyszedł.